|
„Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi "ja", "ja chcę tego", "ja jestem jak tamto". Ale nikt nie rozumie tego "ja". Gdy się urodziłeś to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz? Jeżeli będziesz uczciwie pytał: "Kim jestem?" wtedy wcześniej czy później trafisz na ścianę, gdzie całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to "umysłem nie-wiem". Zen jest utrzymywaniem tego umysłu "nie-wiem" zawsze i wszędzie.”
Mistrz Zen Seung Sahn
Rodzimy się i żyjemy w społeczeństwie - jesteśmy powiązani różnymi więziami społecznymi. Toteż już małe dziecko na pytanie: "kim jesteś?", poda jako odpowiedż swoje imię, które jest jak "identyfikator" społeczny. Póżniej doda do tego jeszcze nazwisko, a jeżeli będziemy je nadal konsekwentnie pytać "kim jesteś?", zacznie ono odpowiadać "synem mojej mamy", "synem mojego taty", "bratem mojej siostry"... Następnie pójdzie ono do szkoły i zacznie odpowiadać "uczniem", "Polakiem", "Europejczykiem", itd. Nasz umysł będzie w nieskończoność szukał odpowiedzi tego typu. Umysł boi się tego co nieznane, więc ciągle się uczymy, odwiedzamy obce kraje, studiujemy obce kultury i religie, chcemy nawet wiedzieć z czego dokładnie składa się nasze ciało, co do komórki. Umysł boi się nieznanego, więc ciągle dąży do poznawania. Dąży on jednak do poznania tego, co na zewnątrz, gdyż wszystko co na zewnątrz nas okazuje się poznawalne, nawet jeśli jeszcze kilkadziesiąt czy kilkaset lat wstecz było zagadką nie do rozwiązania. Wnętrze zaś okazuję się wciąż zagadką.
Nasz umysł boi się wnętrza, gdyż nie potrafi on ogarnąć i logicznie wytłumaczyć tego, co tam spotyka, a nawet jeśli zaczyna to pojmować, to stara się na wszelkie możliwe sposoby odwieść nas od medytacji, ciągle skupiając naszą uwagę na byle drobiazgach. Dlatego na początku praktyki polecam wszystkim medytację "kim jestem", która pomaga nam odkryć nasze wnętrza, jakby zrzucić nam klepki z oczu, odkrywając przed nami prawdę oraz przezwyciężyć strach. Okazuje się jednak wtedy, że wszystko, co nam dotychczas mówiono, jest nieprawdą. Dochodzi wtedy do czegoś, co ludzie Zen nazywają "Wielką Śmiercią", gdyż doświadczenie tej medytacji jest porównywalne ze śmiercią. Nie chce tu jednak nikogo przestraszyć tym porównaniem, a jedynie ukazać, jak ważna może się dla nas okazać ta właśnie medytacja, która pozwala nam "narodzić się na nowo". Jednak nie jestem w stanie opisać tego doświadczenia. To trzeba przeżyć samemu.
Medytacja "kim jestem?"
Na początek należy przygotować sobie wszystko tak, aby nikt nam nie przeszkadzał podczas medytacji: wyłączyć telefon, powiedzieć domownikom, żeby ci nie przeszkadzali przez godzinkę, itd. Następnie należy zająć wygodną pozycję. Obojętnie czy leżącą, czy siedzącą, byleby było nam wygodnie (nie można dawać umysłowi jako pretekstu do zakończenia medytacji tego, że jest nam niewygodnie). Tak więc należy się wygodnie położyc albo rozsiąść i zrelaksować. Na zrelaksowanie się jest wiele sposobów. Ja osobiście odliczam od 1 do 10 zgodnie z moim oddechem: 1-wdech; 2-wydech; 3-wdech; 4-wydech; i tak do 10. Kiedy doliczę do 10 zaczynam liczyć od nowa, aż nie poczuję się zrelaksowany. Oddech powinnien być powolny, głęboki i w równym tempie. Kiedy już się zrelaksujemy, należy zapytać siebie "kim jestem?". Na pewno od razu nasuną się nam odpowiedzi typu "człowiekiem", "imieniem", "mazwiskiem", o których pisałem na początku tego artykułu. Jeżeli więc odpowiemy sobie "Jestem Polakiem", zapytajmy siebie: "Jeśli nie jestem Polakiem, to kim zatem jestem?". I należy odciąć tę relację - państwa to tylko wymysł człowieka, one nie istnieją wewnątrz nas. I pytamy się dalej "kim jestem?" i następna odpowiedź także okaże się tylko częścią naszej tożsamości (również sztucznie wytworzonej przez społeczeństwo), należy ją więc odciąć, jak poprzednią.
Pewnego razu natrafimy na pewnego rodzaju ścianę, mur nie do przebicia. Okaże się, że umysł nie może już znaleźć odpowiedzi na nasze pytanie - to jest właśnie to, czego umysł boi się najbardziej: brak odpowiedzi; niewiedza. Jeśli nie trafimy na nią za pierwszym razem, należy powtarzać tę medytację przez dłuższy okres czasu.
Wystarczy, że choć raz na chwilę doprowadzi nas ona do tego muru, do bezjaźnowości, gdzie znika nasza tożsamość, wszystkie sztuczne relacje i jesteśmy tylko my w najczystszej postaci, aby zrozumieć tę bezjaźniowość, pustkę, aby przezwyciężyć strach. Po dotarciu do tego muru jesteśmy gotowi na dalszą drogę medytacji, na drogę do pełniejszego poznania siebie...
|